Wpis 03: Próba wyjaśnienia

Rozmawiałem z Kannosem... A przynajmniej próbowałem, bo on widocznie nie miał ochoty na rozmowę. Nie mam pojęcia jak odzyskać jego zaufanie. Próbuję wszystkiego, zwierzam mu się, proszę o pomoc, sam mu pomagam jak mogę i wszystko na nic. Ale dlaczego niby miałbym mu ufać. Nie pomógł mi, gdy go najbardziej potrzebowałem, gdy chodziło o moje życie. Mimo wszystko mu ufam... Albo tak mi się wydaje. Nie wiem tylko, dlaczego on tego nie widzi... Może nie chce widzieć albo widzi i to ignoruje. Przecież wszystko było dobrze do czasu, gdy nie dowiedział się o mojej przeszłości... Idiota, po co ja im mówiłem? Przecież nikt by się nigdy nie dowiedział a ja nadal czułbym się tu potrzebny. Teraz na każdym kroku czuję się jak wyrzutek. Kannos mnie ignoruje, Sas mi nie ufa i wszystko przede mną ukrywa (A mnie o to oskarżają), Vreek ma mnie ogólnie za śmiecia, ale to akurat mnie nie martwi, bo on każdego tak traktuje. A inni studenci nawet mnie nie znają. No poza Bartem, który chyba, jako jedyny traktuje mnie jak przyjaciela. Kto by pomyślał, że ten młody Kel Dor może być tak świetnym słuchaczem. Mimo wszystko on chyba też do końca mnie nie rozumie. Może ja jestem nienormalny... Może mnie się po prostu nie da zrozumieć.
Spróbuję z Kannosem jeszcze porozmawiać za jakiś czas. Może dostrzeże, że mu ufam i w końcu zrozumie, że żałuję przeszłości. Ale jak mogę być odpowiedzialny za sposób, w jaki zostałem wychowany. On chyba nie potrafi postawić się w mojej sytuacji. Gdyby spróbował, chociaż...

Niech spróbuje wyobrazić sobie świat, w którym Jedi są źli, przejmują władzę w galaktyce, zabijają a wszyscy im za to dziękują, bo są omamieni wizją idealnych obrońców galaktyki, zaś wszystkie swoje morderstwa i złe uczynki zwalają na Sithów. Sith zaś są tym, czym w istocie są Jedi, wykorzystują tylko radykalniejsze metody. Nie boją się gniewu i agresji, które tak na prawdę kontrolują. Nie w pełnym stopniu, bo w pełni kontrolowany gniew to nie gniew. Stuprocentowy, niekontrolowany gniew daje ogromną siłę. Doświadczyłem tego. Nie jest to jednak warte konsekwencji.
Gdy mu się poddaje czuje się jak bym nie był sobą. To on kontroluje każdy mój ruch, myśl, uczynek. Spełnia najskrytsze pragnienia i sprawia mnie wolnym od tego świata. Od jego trosk, problemów, zasad moralnych. To ma jednak gorszą stronę. Wtedy robię też rzeczy, których normalnie bym nie zrobił, także te złe. Mówię rzeczy, których nie chcę mówić, a które tkwią głęboko we mnie. To wszystko jest złe i teraz rozumiem, dlaczego Jedi starają się wyzbyć tych negatywnych emocji. One sprawiają, że przestajemy nad sobą panować a brak opanowania doprowadza do cierpienia. Zarówno dla nas samych jak i otaczających nas osób.
Tak zostałem wychowany... Tego mnie nauczono, a Jedi to we mnie zatarli. Jestem im za to wdzięczny. Wychowują mnie na nowo, ale to musi zająć dużo czasu.

Kannos uważa, że to, co robiłem po wstąpieniu tak na prawdę wpłynęło na jego ocenę mojej osoby. Sam się jednak oszukuje. Gdyby nie moja przeszłość wszystko wyglądałoby inaczej. Mówi, że zabójstwo ojca tego małego Rodianina, który kiedyś przybył do Akademii to wyraz tego, jaki na prawdę jestem. Ale przecież to był wypadek. Byłem niedoświadczonym Jedi, którego wysłano na niebezpieczną misje. Aura nas zaatakowała a jak się broniłem ten starzec się nawinął pod miecz. Nie zrobiłem tego przecież umyślnie, ale on tego nie widzi. Ehh... Gdyby nie moja przeszłość zapewne by to zauważył i postawiłby mnie w zupełnie innym świetle.

Mam nadzieję, że Kannos kiedyś jeszcze mi zaufa, i że będzie tak jak dawniej, zanim przylepił mi etykietkę zdrajcy i kłamcy. Będę robił wszystko, co w mojej mocy, bo dostrzegł, że mu ufam... Nie musi mi ufać, bo tego zapewne nigdy już nie osiągnę i tak na prawdę nie mam pojęcia, czemu ale niech, chociaż zrozumie...